Dlaczego oni mnie nie rozumieją? czyli naczelne hasło prawie dorosłego człowieka.

W ferworze około przeprowadzkowego rozgardiaszu nastaje czasami (u innych trochę częściej) taka chwila, kiedy dzwoni telefon, którego na dłuższą metę nie można zignorować. Szczególnie kiedy po drugiej stronie jest ktoś kto skrupulatnie, z uporem maniaka, co miesiąc, jest fundatorem twoich mniej lub bardziej przemyślanych wydatków. Dla zachowania równowagi potrafi też wykazać ogromne niezrozumienie dla twoich aktualnych planów i wyborów.

Tak oto rodzice – co nie jest wcale odkrywcze, wiem – nie potrafią (może nie są w stanie?) zrozumieć problemów z jakimi borykają się teraz ich dzieci. Smuci mnie szczególnie ugruntowane u moich rodziców przekonanie o tym, że przecież jak skończę studia (o.zgrozo, pojutrze!) drzwi do kariery w moim zawodzie stano przede mną otworem, a pracodawcy zaczną się o mnie zabijać. Otóż nie, wiadomo. Czytaj dalej

Start – pierwsze myśli o życiu od początku.

Pisanie czas zacząć. Nie ukrywam, myśli o dzieleniu się jakąś częścią siebie z internetowym „światkiem” towarzyszyły mi już od dłuższego czasu. nie było to jednak ciągła intensywna relacja, raczej stara znajomość od czasu do czasu dająca o sobie znać przy okazji rozmaitych wydarzeń. Teraz ”czara goryczy” się przelała i zaczynam. Przysłowiową kroplą okazał się blog dotyczący slow fashion. Nie mam problemu z pozbywaniem się niepotrzebnych czy nielubianych rzeczy, a w obliczu zbliżającej się przeprowadzki robię to tym bardziej chętnie, więc przypadkowo odnaleziony blog stał się dla mnie kolejną inspiracją, a jednocześnie wymówką do ponownego zrewidowania zasobów szafy. Kolejne rzeczy lądują w torbie „oddaj/wyrzuć” a wraz z nimi pojawiają się kolejne myśli dotyczące przeprowadzki, rozpoczynania wszystkiego od początku – znowu i reszty przyziemnych spraw dotyczących w końcu dorosłego już człowieka, bo przecież skończenie studiów do czegoś zobowiązuje. Musisz być dorosły, odważnie przeć do przodu i podbijać świat, najlepiej w myśl zasady szybciej, mocniej, bardziej, no i więcej. Nie! mnie to w ogóle nie bawi. Nie mam dać się wciągnąć w to samonapędzające się koło zagłady. Zamierzam powoli, we własnym spokojnym tempie układać wszystko od początku – żyć od początku, ale tak jak tylko ja chcę.

Pozostaje jeszcze tylko domknąć wszystkie uczelniane sprawy (tak, jeszcze niestety obrona pracy mgr) i w pełnej gotowości zmierzyć się z nowym wyzwaniem.

W kolejnych postach opowiem jak udało mi się przejść od etapu luźnych myśli o przeprowadzce i podejścia „nie ma opcji, żebym znowu zaczynała od początku, przecież już raz to zrobiłam i to było kompletne wariactwo, teraz nie mam już na to siły” do czynu i jak sobie to wszystko poukładałam, żeby nie zwariować. Jakieś nieocenione rady jak w trakcie radykalnych zmian nie pozbawić się nadto zdrowia psychicznego i wewnętrznego spokoju?