Dlaczego aż żal opuszczać Kraków? Jest kilka powodów.

Pięć lat w Grodze Kraka pozwala na, co najmniej podstawowe, zapoznanie się z całym oferowanym nam dobrodziejstwom tego miasta. Chociaż moje bezgraniczne, ślepe zakochanie zmieniło się w mądrą, dostrzegającą wady miłość (niedające się zniwelować minusy Krakowa miały ogromny wpływ na moją ostateczną decyzję o wyprowadzce) to z niemałym sentymentem wracam myślami do kilku wyjątkowych miejsc. Przy każdej nadarzającej się okazji, wracając do Krakowa, na pewno się w nich zjawię. Gdzie więc warto zawitać?


  • Przede wszystkim uczucia, które towarzyszyło mi podczas słuchania hejnału na rynku. To coś, co zdecydowanie pozwalało mi w 100% poczuć, że jestem we właściwym miejscu. Ciężka do opisania pewność, że warto tu być, zatrzymać się chociaż na chwilę i pokontemplować otaczającą nas rzeczywistość.
  • Nowa Prowincja na Brackiej to miejsce, w którym koniecznie trzeba skosztować gorącej czekolady z bitą śmietaną i innych trunków. Nie warto gardzić też ciachem. Knajpka należąca swego czasu do G. Turnaua jest kwintesencją krakowskiej nostalgii otoczonej przez urokliwe starocie.
  • Idealna dla amatorów nowoczesnych wnętrz jest kawiarnia znajdująca się dokładnie naprzeciw Nowej Prowincji – Cupcake Corner. Babeczki wypiekane na miejscu - w wersji wytrawnej i na słodko – zmieniające się w zależności od dnia tygodnia, czy też pory wszędzie mają swoich fanów. W gorące dni można się załapać też na babeczkowe lody.
  • Po sporej dawce uciech dla ciała warto skusić się tez na coś dla ducha. Tutaj mam co najmniej trzy propozycje – moje ulubione – chociaż jak wiadomo Kraków kulturą stoi i jest ich znacznie więcej. Po pierwsze kino. Nie jakieś tam byle jakie, multipleksy nie wchodzą tu w grę. Koniecznie trzeba się wybrać do Pałacu pod baranami, w którym na piętrze ( a właściwie dwóch?) mieszczą się sale Kina pod Baranami. Typowe studyjne kino, wygodne fotele i kameralne sale sprzyjają czerpaniu z oglądania pełnymi garściami. Fanom teatru polecam gorąco Stary Teatr – do tej pory nie wiem czym mnie tak urzekł i skradł moją uwagę na całe piękne pięć lat krakowskiego życia. Ostatnim przystankiem i dla ciała i dla ducha jest Piwnica pod Baranami, która w godzinach późnowieczornych cudownie umila nam czas muzyką i występami na żywo.
  • Odchodząc od wzniosłych uciech, nie zapominam o codziennych ułatwieniach i małych przyjemnościach. Hektolityry tuszu do drukarki w bardzo atrakcyjnej cenie dostarczali mi przemili panowie – swego czasu studia zmuszały mnie do drukowania notatek idących w tysiące stron :-? . Dzięki nim udało mi się wtedy nie zbankrutować. Małych przyjemności dostarczała mi natomiast Drogeria Pigment na Długiej oferując od ręki wszystko to, co wcześniej można było odnaleźć tylko w drogeriach internetowych, a przy tym służąc w pełni profesjonalną radą i wsparciem.

Ogólnym spoiwem wszystkiego, co warte polecenia w Krakowie jest wszech obecnie panujący chillout. Jakoś tak nikt się specjalnie nie spieszy, można na chwilę przystanąć i pokontemplować. Podobno to coś specyficznego i niewyczuwalnego w innych miejscach. No to by było na tyle. … Dobra, tego strasznego podzamkowego Smoka Wawelskiego też polecę. Brzydki jak mało co, zawsze było mi wstyd pokazując go komukolwiek – wszyscy byli oczywiście zawiedzeni tym, co zobaczyli, no ale tak to już jest. Takiego Smoka mamy i już.

Pewnie poleciłabym też Muzeum Czartoryskich (jakoś mam sentyment do tej „Damy z Gronostajem”), ale przez pięć lat nie udało mi się doczekać końca remontu. Wszystko przede mną.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>