Dlaczego oni mnie nie rozumieją? czyli naczelne hasło prawie dorosłego człowieka.

W ferworze około przeprowadzkowego rozgardiaszu nastaje czasami (u innych trochę częściej) taka chwila, kiedy dzwoni telefon, którego na dłuższą metę nie można zignorować. Szczególnie kiedy po drugiej stronie jest ktoś kto skrupulatnie, z uporem maniaka, co miesiąc, jest fundatorem twoich mniej lub bardziej przemyślanych wydatków. Dla zachowania równowagi potrafi też wykazać ogromne niezrozumienie dla twoich aktualnych planów i wyborów.

Tak oto rodzice – co nie jest wcale odkrywcze, wiem – nie potrafią (może nie są w stanie?) zrozumieć problemów z jakimi borykają się teraz ich dzieci. Smuci mnie szczególnie ugruntowane u moich rodziców przekonanie o tym, że przecież jak skończę studia (o.zgrozo, pojutrze!) drzwi do kariery w moim zawodzie stano przede mną otworem, a pracodawcy zaczną się o mnie zabijać. Otóż nie, wiadomo. Wiemy o tym my, dzieci uniwersytetów, które tak hojnie przyjmują pod swoje skrzydła niezliczone rzesze młodych adeptów, tworząc coraz to bardziej wymyślne i ciężkie do zaklasyfikowania kierunki. Tak wiem, nie o tym mam mówić, a i wszyscy o tym wiedzą. Sednem sprawy jest to, że przeświadczenie o tym, że studia zapewnią ci od razu super płatną pracę w twoim zawodzie niestety dalej funkcjonuję. Boleśnie tego doświadczam „słysząc” w słuchawce milczenie dezaprobaty rodzicielki na wieść o tym, że mam rozmowę kwalifikacyjną w.miejscu, gdzie będę przecież „sklepową”, pewnie na awans nie będę miała co liczyć, a.powinnam coś w swoim zawodzie szukać. Otóż nie!

Zdecydowanie bardziej odpowiada mi praca z klientem (szczególnie, że nie jest to klient masowy, a chodzi raczej o doradztwo,pomoc i rozmowę, co lubię i się w tym sprawdzam) niż ciągły stres w pracy zgodnej z moim wykształceniem. Studia skutecznie mnie do tego zniechęciły, ale to inny temat, poza tym trzeba mieć niezwykle silne poczucie misji, żeby spotykając się ciągle z pretensjami, niewdzięcznością i problemami ciągle, z uporem maniaka pomagać drugiemu człowiekowi, który w ogóle tego nie chce, a czasami ma ochotę ci zwyczajnie przywalić. Powodzenia zatem! Żeby jeszcze godna rekompensata tego trudu wpływała co miesiąc na moje konto, ale nie. Podejrzewam, że więcej, albo przynajmniej podobnie zarobię rozmawiając z miłą Panią (wiadomo, są i niemiłe), która szuka sukienki na wesele, albo nowego żakietu do pracy.

Budując zatem moje życie od początku jestem absolutnie na nie dla wyniszczających moją psychikę zawodów, gdzie poświęcenie nie jest doceniane,a wszędzie piętrzą się trudności. Zdecydowanie bardziej wolę we względnym zdrowiu psychicznym pokonywać każdy dzień.

Temat chyba lekko się rozmył, więc w ramach podsumowania. Drogi rodzicu, zastanów się zanim wypowiesz swoją mądrość życiową, do kogoś, kto zaczyna kreować swoje dorosłe życie w innej rzeczywistości niż ty, z innymi możliwościami i wyzwaniami. Ten prawie dorosły i tak jest już wystarczająco przerażony perspektywą tego, co w najbliższym czasie przed nim. :)

Tak ciężko znaleźć to, co na prawdę chciałoby się robić i co sprawiłoby nam radość. Kto wie może to właśnie będzie TO.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>