Rozkminki egzystencjalne – uporczywa feminizacja nazw zawodów

Porzucając na jakiś czas wątek dotyczący przygód okołoprzeprowadzkowych wpadłam na pomysł, żeby podzielić się powracającą do mnie z uporem maniaka myślą. Szczególnie irytują mnie ostatnio wszelakie wyświetlające mi się na facebookowej stronie teksty z Wysokich Obcasów. Redaktorzy (chociaż są to zapewne w przeważającej mierze kobiety, które zrywają staniki walcząc, by nazywano je redaktorkami!) przy każdej możliwej okazji próbując podkreślić, no nie wiem – wyjątkowość, prestiż, czy cokolwiek, związane z kobiecymi zawodami nagminnie feminizują ich nazwy.

Sam zamysł może i jest słuszny. Rozumiem, że kobieta chce się czuć po prostu kobietą w tym co robi i naturalnie stara się jak najbardziej odróżnić od mężczyzny. Nie wiem, czy pomaga jej to w lepszym wykonywaniu swojej pracy, podnosi poziom własnej wartości czy robi jeszcze coś innego. Ok, jeśli lubi to niech się tytułuje jak chce, chociaż mnie wszelkie próby utworzenia kobiecego odpowiednika premiera czy ministra głównie śmieszą i sprawiają, że traktuję kobiety forsujące takie stanowiska raczej z pobłażliwością i uśmiechem politowania (lekkie zażenowanie też się wkrada). Z pewnością nie wywołuje to u mnie poczucia, że taka zmiana wpływa na wzrost ich prestiżu. Na prawdę ciężko mi zrozumieć jaki problem ma pani, kiedy jest nazywana panią poseł (posłanka? kojarzy mi się raczej z posłaniem łóżka, na pewno nie z pełnieniem ważnej funkcji), pani kierownik (kierowniczka – trochę jak podstarzała, zrzędliwa, z wąsem pod nosem kierowniczka mięsnego rodem z PRL) czy pani socjolog/pedagog/psycholog. Sama zaliczam się do ostatniej grupy i określenie kogoś socjolożką wydaje mi się krzywdzące i zdecydowanie odbierające autorytet i powagę.

newspaper-664475_1280

Gwoździem do trumny mojej sporej tolerancji dla tego zjawiska okazało się określenie bohaterki jednego z wywiadów WO, która jest pracownikiem naukowym jako adiunktki. No tego już dla mnie za wiele! Nawet mój słownik nie przewiduje istnienia słowa adiunktka. Rozumiem, że język, jako że ciągle żywy, zmienia się, ewoluuje i wiele potocznych, czy wcześniej niepoprawnych słów zostaje uznanych za poprawne i wpisanych do słownika. No ale coś takiego? Tego przecież nie da się nawet wymówić. Taki zbitek spółgłosek to totalny językowy łamaniec. No tak podzieliłam się swoim oburzeniem, a na koniec jeszcze dodam, że zostałam bezczelnie zminusowana, kiedy wyraziłam swoją opinię pod tym jakże ciekawym wywiadem, którego nie dałam razy nawet przeczytać do końca. No nic, może jestem po prostu dziwna jakaś? :)

Jedna myśl nt. „Rozkminki egzystencjalne – uporczywa feminizacja nazw zawodów

  1. Być może jesteśmy dziwne obie, bo ja się zdecydowanie zgadzam z tym co napisałaś ;)
    Naprawdę wspaniale, że mamy równouprawnienie. Smutnym faktem jest, że seksizm i szowinizm nadal gdzieś tam istnieją, No, ale feminizowanie słownika jest już po prostu śmieszne… Nie widzę nic złego czy obraźliwego w byciu panią kierownik, panią psycholog czy panią poseł. Tak jak napisałaś, tworzenie od co niektórych zawodów rodzaju żeńskiego brzmi śmiesznie i odbiera powagi tytułowi…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>