Wielką przeprowadzkę czas zacząć, czyli jak to zrobić, żeby się przeprowadzić i nie zwariować. Mini wskazówki na dobry początek.

Dziś czas na podsumowanie mojego procesu przeprowadzkowego. Ciężko to nazwać po prostu przeprowadzką, bo byłoby to spore niedopowiedzenie i krzywdzące uproszczenie przytłaczających ostatnich kilku miesięcy.

Tak, moje przeprowadzkowe myśli krążyły nade mną już od dobrego pół roku, chociaż początkowo były to totalnie abstrakcyjne, rzucone mimochodem, hasła, które miały niewiele wspólnego z rzeczywistością. Niezobowiązujące odpowiedzi na sztandarowe pytanie „Co po studiach?” – swoją drogą, jedno z bardziej dołujących i irytujących jednocześnie. Ciągłe gadanie o tym, że albo zostaję tutaj (w Krakowie), a jak mam się wyprowadzić to tylko nad morze, nie niosło za sobą żadnych głębszych przemyśleń. A! Była jeszcze myśli o otwarciu mapy i wskazaniu miejsca przeprowadzki z zamkniętymi oczami – nie odważyłam się i chyba też nie tego ostatecznie chciałam.

Przełomowym momentem okazał się marcowy (mini wakacyjny) wyjazd w potencjalne przyszłe miejsce zamieszkania i przypadkowe spotkanie. Rozmowa z przypadkowym przechodniem, któremu swoją drogą muszę chyba kiedyś podziękować (dziękuję mu też niezmiernie w tym miejscu, bo właściwie to on uruchomił machinę, która kręci się z powodzeniem do dziś :) ), pozwoliła mi na uczynienie luźnej myśli czymś bardziej realnym. Od tego czas zaczęłam intensywnie myśleć o przeprowadzce (ów przechodzień bardzo zachwalał mi mieszkanie w tym miejscu i życzył powodzenia). Skutkowało to ciągłym opowiadaniem o swoim pomyśle innym ludziom. Miałam chyba to szczęście, że dosłownie każdy był zachwycony pomysłem i studził moje obawy przed przeprowadzką - co mocno mnie utwierdziło w słuszności tego kierunku. Przytaczane historie jak to znajomy znajomego się właśnie tam wyprowadził i jest tak super plus pierwsze miejsce w rankingu miast z najszczęśliwszymi mieszkańcami mojego miasta docelowego też zrobiły swoje ;). Ostatni komponent tego punktu to wzięcie przez rodziców za pewnik mojej przeprowadzki, kiedy ja ciągle jeszcze biłam się z natłokiem wątpliwości i uruchomienie przez nich wszystkich możliwych kontaktów umożliwiających logistyczne ogarnięcie przeprowadzki. Chyba ostatecznie pomogło mi to uświadomić sobie, że wyprowadzka na drugi koniec kraju jest w moim przypadku jak najbardziej do zrealizowania.

Pakujemy się

Pakujemy się!

Kluczowe pytanie: czy to jest dobry moment na przeprowadzkę? W moim wypadku odpowiedź jak najbardziej twierdząca była jednym z kluczowych argumentów ZA. Koniec studiów, brak jakichkolwiek zawodowych i prywatnych zobowiązań, i relacji usilnie starających się zatrzymać mnie w tym miejscu były idealną okazją do zmiany dotychczasowego miejsca.

Żeby w jakikolwiek sposób złagodzić permanentny stres związany z tą zmianą starałam się ciągle planować. Planować najpierw ogólnie, co kiedy i w jakiej kolejności, a później już szczegółowo. Rozważać dostępne sposoby na przewiezienie wszystkich rzeczy, związane z tym wydatki i koszty pozamaterialne. Później przyszedł plan na ustalenie planu poszukiwania mieszkania. Nieocenioną pomocą oraz oszczędnością (w perspektywie zbliżających się niemałych wydatków) okazała się opcja darmowego noclegu, nieograniczonego w czasie w trakcie mieszkaniowych poszukiwań.

Poszukiwanie mieszkania w miejscu, gdzie rynek wynajmu pokoi/mieszkań jest tak niewielki, że doprowadza do frustracji to osobny punkt. Nieznaczną pociechą okazała się możliwość przeglądania (bardzo, bardzo nielicznych) ogłoszeń w przyjaznych okolicznościach przyrody (plaża, morze, słońce) – ogromnie polecam. Ostatecznie mieszkanie się znalazło, przeprowadzka powoli się zbliża, a ja już planuję jak urządzanie mojego nowego miejsca – od razu robi mi się weselej. Przeprowadzka to też idealny moment na radykalny przegląd szafy i wszystkich inny rzeczy i pozbycie się ich bez większych skrupułów (przecież trzeba to wszystko pakować, nosić, przewieźć, wnieść! rozpakować, więc warto się zastanowić nad każdą rzeczą). Kilka słów o przeprowadzkach długodystansowych – dostępnych opcjach – powiem jeszcze później.

Ostatnią rzeczą, nie – ostatnim punktem – mojej wyliczanki są ludzie. Tak na prawdę oprócz tych wszystkich wymienianych wyżej dobrze mieć jeszcze kogoś znajomego, kto jest już w naszym docelowym miejscu zamieszkania, wesprze nas informacją gdzie można zjeść coś dobrego i pomoże wstępnie zaprzyjaźnić się z nowym otoczeniem. Bez tego byłoby mi jeszcze trudniej podjąć decyzję o wyjściu z dotychczasowej strefy komfortu i ruszyć w nieznane.

 


I małe podsumowanie wszystkich powyższych złotych myśli:

1. Bez spiny – wybierz po prostu cel przeprowadzki, bez żadnej głębszej analizy, po prostu!

2. Opowiadaj innym o swoim pomyśle na przeprowadzkę i pozwól im na utwierdzanie siebie w tej decyzji.

3. Odpowiedz sobie na pytanie, kiedy jest najlepszy czas na przeprowadzkę.

4. Planuj, planuj, planuj – kolejny krok czyniący pomysł bardziej realnym i zbliżający do jego realizacji.

5. Jedź, znajdź mieszkanie, wracaj, pakuj się i wyprowadzka :)

6. Dobrze mieć w pobliżu przyjazną duszę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>